Maj, 2012
| Dystans całkowity: | 547.00 km (w terenie 188.00 km; 34.37%) |
| Czas w ruchu: | 25:14 |
| Średnia prędkość: | 21.68 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 6165 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 203 (110 %) |
| Maks. tętno średnie: | 136 (73 %) |
| Suma kalorii: | 14017 kcal |
| Liczba aktywności: | 9 |
| Średnio na aktywność: | 60.78 km i 2h 48m |
| Więcej statystyk | |
Nowe Brusno - zwiedzanie okolicy dzień drugi
-
DST
40.00km
-
Teren
39.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
18.18km/h
-
VMAX
65.00km/h
-
Temperatura
20.0°C
-
Podjazdy
526m
-
Sprzęt Giant Trance X4 - 2011
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nowe Brusno - zwiedzanie okolicy dzień pierwszy
-
DST
39.00km
-
Teren
35.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
19.18km/h
-
VMAX
66.00km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Kalorie 1506kcal
-
Podjazdy
811m
-
Sprzęt Giant Trance X4 - 2011
-
Aktywność Jazda na rowerze
praca-dom-praca
-
DST
50.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
25.00km/h
-
Sprzęt Włoski Ścigacz - Gianni Motta - Bonanza
-
Aktywność Jazda na rowerze
Seta wokół Rzeszowa
-
DST
112.00km
-
Czas
04:16
-
VAVG
26.25km/h
-
VMAX
68.00km/h
-
Temperatura
25.0°C
-
HRmax
168( 91%)
-
HRavg
136( 73%)
-
Kalorie 3369kcal
-
Podjazdy
1110m
-
Sprzęt Włoski Ścigacz - Gianni Motta - Bonanza
-
Aktywność Jazda na rowerze
Cyklokarpaty - Pustków-Osiedle
-
DST
38.00km
-
Teren
36.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
21.92km/h
-
VMAX
43.00km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
Podjazdy
200m
-
Sprzęt Giant Trance X4 - 2011
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kręcioła przed Pustkowem i kapeć na koniec
-
DST
35.00km
-
Teren
33.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
19.44km/h
-
VMAX
51.00km/h
-
Temperatura
25.0°C
-
HRmax
191(103%)
-
HRavg
133( 72%)
-
Kalorie 1016kcal
-
Podjazdy
573m
-
Sprzęt Giant Trance X4 - 2011
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tour de Lubenia
-
DST
87.00km
-
Czas
04:21
-
VAVG
20.00km/h
-
VMAX
71.00km/h
-
Temperatura
25.0°C
-
HRmax
172( 93%)
-
HRavg
131( 71%)
-
Kalorie 2424kcal
-
Podjazdy
821m
-
Sprzęt Włoski Ścigacz - Gianni Motta - Bonanza
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wybrałem się dziś na trening szosowy. Rano trochę pobiegałem na rozgrzewkę a następnie hop na włoskiego ścigacza. W planie było złamać setkę, skończyło się na 87 kilometrach, choć moc jeszcze była. Przygotowałem 2 bidony bo wiadomo człowiek nie wielbłąd i pić musi. Wystartowałem kierując się na Budziwój ulicą Miła i Gościnną - następnie Siedliska i ta koszmarna Lubenia, zaczęło się delikatnie ale z każdym metrem było coraz ciężej i zaczynało brakować siły tętno 170 i brutalnie zbliża się do maxa, myślę sobie dam radę, ale jak wyjechałem z za zakrętu i zobaczyłem jeszcze ostrzejszy podjazd poddałem się, byłem wściekły, bo nie lubię zsiadać szczególnie z Gieni, ale cóż, trza jeszcze potrenować. Chwilę później teren nieco się wypłaszacza i mogłem znów dosiąść Gienie. Trochę kręcenia pod górę, wjazd do lasu i ogień w dół do Połomii, trzeba było uważać na mokre liście i żwirek zalegający na drodze, jechałem więc uważnie aczkolwiek dość szybko, maksymalna prędkość na tym zjeździe to 71 km/h więc dość szybko. Po zjechaniu do Połomii zakręt w prawo na krajową "dziewiątkę" i tuż za pięknym wiekowym kościółkiem w Połomii znów ogień pod górę, obawiałem się jej trochę gdyż pamiętałem ją dobrze, ma długi podjazd najbardziej nachylony na samym początku obok cmentarza, o dziwo szło całkiem przyzwoicie - tętno w granicach 160 uderzeń na minutę ale tchu tak nie brakuje jak w Lubenii. Dalej pod Sośninę i lecę w dół w kierunku Wyżnego i przysiółka Sołtysie gdzie urodziła się moja Mama, a teraz mieszka tam Ciocia z synami. Pomyślałem zajrzę do nich na kawkę. Po wypiciu duuużej czarnej pod czereśnią w miłym towarzystwie ruszyłem dalej, skierowałem się na Czudec, kilometrów na liczniku nie było zbyt wiele więc stwierdziłem, że trzeba jeszcze coś na koło nakręcić i postanowiłem podjechać na Przedmieście Czudeckie, szło dobrze, choć prędkość cinka. Po osiągnięciu szczytu przy tętnie w granicach 160 uderzeń puściłem się w kierunku Niechobrza, wiedziałem już że setka nie pęknie bo Rzeszów był coraz bliżej a kilometrów do setki jeszcze sporo brakowało, pomyślałem że wydłużę jeszcze sobie trasę i skręciłem na Boguchwałę. Dalej kierunek droga nad zalewem o dziwo nie bardzo zakorkowana. Po dojechaniu do wypożyczalni kajaków zamieniłem dwa słowa z kumplem i ruszyłem dalej traktem nad wisłokiem. Po osiągnięciu mostu na Lwowskiej skierowałem się w kierunku Pobitnego, dalej na Armii Krajowej i na Słocinę, lajtowy podjazd pomiędzy Słociną i Zalesiem gdzie nie dopuściłem do tego aby prędkość spadła poniżej 23 km/h co do tej pory się nie udawało. Dalej już prosta droga z górki do domu. Forma jeszcze daleka od optymalnej, ale podjazdy sprawiają mi coraz więcej frajdy. Myślę że setka pęknie już niedługo, ale muszę dobrze zaplanować trasę abym nie musiał sztucznie nabijać kilometrów bo tego nie lubię.
Trening szosa
-
DST
76.00km
-
Czas
02:47
-
VAVG
27.31km/h
-
VMAX
67.00km/h
-
Temperatura
30.0°C
-
HRmax
161( 87%)
-
HRavg
133( 72%)
-
Kalorie 2220kcal
-
Podjazdy
484m
-
Sprzęt Włoski Ścigacz - Gianni Motta - Bonanza
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rezerwat Wilcze
-
DST
70.00km
-
Teren
45.00km
-
Czas
04:04
-
VAVG
17.21km/h
-
VMAX
68.00km/h
-
Temperatura
38.0°C
-
HRmax
203(110%)
-
HRavg
116( 63%)
-
Kalorie 3482kcal
-
Podjazdy
1640m
-
Sprzęt Giant Trance X4 - 2011
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś razem z żonką postanowiliśmy zmierzyć się z osławionym Rezerwatem Wilcze. Na dobrą sprawę to znaliśmy kierunek, ale nie wiedzieliśmy gdzie to dokładnie jest. Wyruszyliśmy z Zalesia grubo po 9 rano (wiedzieliśmy, że godzinę wcześniej ruszyli w tym samym kierunku Mayo z bratem i druga grupa z Arturem vel. Ackiem na czele) kierując się ul.Sikorskiego w kierunku Tyczyna, następnie skierowaliśmy się w kierunku Budziwoju - odbijaka na Przylasek i pierwszy podjazd, na którym żonka pięknie pracowała. Cały czas zastanawiałem się kiedy pęknie i powie mi że wracamy, ale ona nic... jedziemy dalej... po dotarciu do drogi łączącej Hermanową i Lubenię nie wiedzieliśmy za bardzo jak pojechać dalej, zdecydowaliśmy się na pierwszą lepszą drogę przez las co okazało się błędem i trzeba było się cofnąć. Ruszyliśmy dalej przyjemnym zjazdem przez las w kierunku Lecki cały czas nie będąc pewni że jedziemy dobrze. Na rozdrożu zaciekawił nas drogowskaz "Lecka - Wenecja" - nigdy w Wenecji nie byłem, a słyszałem, że jest pięknie, niewiele się zastanawiając ruszyliśmy pod górę, teren robił się coraz trudniejszy, a zalegające w lesie błoto świadczyło, że jesteśmy coraz bliżej. Po osiągnięciu szczytu i zerknięciu na notatki podjęliśmy decyzję, że kierujemy się żółtym szlakiem na prawo i to był błąd. Dotarliśmy do niemniej uroczego kamieniołomu na szczycie z pięknym widokiem na okolice. Czuliśmy, że jesteśmy niedaleko naszego celu. Niestety wybraliśmy zły kierunek i zaczęliśmy się oddalać od naszego celu którym był Patria. Ruszyliśmy w kierunku Sołonki, tam szybkie odbicie i kilka łyków śmierdzącej, ale ponoć leczniczej wody i ogień szybkim zjazdem w kierunku Straszydla, nawrotka i pod górę w kierunku Przylasku. W nogach mieliśmy już około 50 kilometrów i żonka lekko słabła, aczkolwiek pięknie walczyła z każdym podjazdem. Na podjeździe od Lubeni do Przylasku spotykamy Maya z ekipą, fajnie było spotkać znajome gęby. Dalej już razem zjeżdżamy z Przylasku w kierunku Budziwoja, szybkie zakupy w "Dwóch Bratankach" i sjesta nad zalewem, gdzie Mayo uświadomił nas jak niewiele brakowało nam do osiągnięcia celu. Przybiliśmy piątki i każdy ruszył w swoją stronę. Podsumowując wyjazd mega fajny, choć temperatura grubo przekraczająca 30 kilka stopni dawała się we znaki. Pozostał pewien niedosyt bo cel choć tak bliski nie został osiągnięty. Ale cóż, trzeba siąść znów na rower i zaliczyć krzyż na Patrii



